
Maciek Rogowiecki nazwał go "dinozaurem polskiego wędkarstwa w najlepszym możliwym znaczeniu"
Marek Szymański - autor ponad tysiąca artykułów, pionier trollingu sumowego na Wiśle, człowiek który łowił na tej rzece zanim stała się modna. Lub zanim zaczęła płynąć! ;)

Zaprosiliśmy go do naszego podcastu, bo chcieliśmy usłyszeć prawdę o tym, jak zmieniła się Królowa polskich rzek. I usłyszeliśmy zdecydowanie więcej… Pytanie tylko czy właśnie tego wszyscy się spodziewaliśmy po rozmowie z kimś, kto pamięta łowienie na tej rzece blisko 40lat temu.
Mimo tego, że nasze rozmowy są raczej luźne i zawsze staramy się utrzymać je w takim klimacie to nie jest optymistyczna diagnoza - to diagnoza brutalna stanu polskich rzek od kogoś, kto widział je w najlepszych czasach i obserwuje ich upadek dzisiaj. Po takich rozmowach, zawsze mamy nadzieję, że ktoś z tych stołków na samej górze słucha tego i łapie się za głowę z myślą - co my najlepszego zrobiliśmy… no dobra ale wróćmy na ziemię!
WILD FISH STORIES COLLECTION
Sprawdź naszą odzież outdoorową

Martwa Wisła nocą
Gdy Marek opowiadał o nocnym łowieniu sumów sprzed lat, to brzmiało jak science fiction - "Każde zapalenie latarki, każde błyśnięcie flesza to było milion uklei. Tych ryb chodzących pod powierzchnią było mnóstwo"
Dziś? Cisza. Martwa rzeka nocą. Słysząc to od kogoś, kto pamięta czasy świetności Wisły, dopiero uderza skala zmian. Cała filozofia nocnego łowienia sumów legła w gruzach razem z populacją uklei.

Konsekwencje są oczywiste. Skoro nie ma ryb drobnych, to nie ma co jeść nie tylko sumom ale wszystkim drapieżnikom A skoro ryby nie żerują aktywnie pod powierzchnią, to powierzchniowe woblery, kultowe Le Dorado czy te słynne grzechotki przestają mieć sens. Szczerze to nie spodziewaliśmy się, że te ryby łowiło się na powierzchniowe przynęty! Zawsze kojarzyło nam się to z jakąś egzotyką, najbliżej z Ebro lub rzeką Pad. No ale tu wychodzi po prostu nasz brak doświadczenia. Na szczęście to nie my mamy w tym podcaście opowiadać historię znad wody!
Koniec epoki trollingu?
Trafna diagnoza od Marka - trolling sumowy staje się ślepą uliczką. I nie chodzi tylko o brak ryb drobnych.
"Ryby nasze wiślane niestety już w tej chwili niezbyt dobrze reagują na łódkę pływającą nad głową. Dotyczy to wszystkich metod."

Konkretnie. Presja wędkarska robiła swoje przez lata. Sumy nauczyły się bać łodzi. A trolling to metoda, która z definicji oznacza pływanie łódką nad rybami. Jeśli ryby uciekają przed łódką, to trolling przestaje działać - proste jak wiadomo co!
Marek wraca do swoich korzeni: "Jestem spinningistą. Trollingować zacząłem dopiero w 97 roku, kiedy trolling został dozwolony."

Spinning daje większe możliwości - można łowić z brzegu, z kajaka, nie trzeba płynąć nad rybami. W obecnych warunkach to ma sens. Przywołany Tomasz Pietruczuk, który jest chyba najbardziej znaną medialnie osobą, która łowi z kajaka w Polsce jest tego żywym przykładem. Jest w stanie po cichutku dobrać się do ryb, które z łódki stały się nieosiągalne. Cisza nad wodą wraca do łask! I wcale nie chodzi tutaj o muzykę z JBL’a!

Gdzie się podziała ukleja
I tu jest problem, który naszym zdaniem jest kluczem do zrozumienia kryzysu Królowej polskich rzek - Wisły. Ukleja - ta mała, niepoważna rybka - to był fundament całego ekosystemu.
Marek ma teorię:
„Od wielu lat już nie ma praktycznie wiosennych wylewów. Ukleja potrzebuje zalanej wikliny, zalanych korzeni wierzby"

Regulacja rzek, budowa wałów, brak naturalnych rozlewisk - to wszystko uderza w ryby, które potrzebują płytkich, zarośniętych miejsc do rozrodu. Ale Marek przestrzega przed uproszczeniami: "Przy formułowaniu teorii dotyczących dużej wody należy unikać uproszczeń, bo zwykle przyczyny są bardziej złożone."
Ma rację. To nie tylko kwestia hydrologii. To też chemia wody, presja, zmiany klimatyczne. Ale efekt jest jeden - brak ryby drobnej oznacza upadek całego łańcucha pokarmowego.
Harpagan, który wszędzie wejdzie
Szczerze? Najbardziej zaimponowała nam filozofia Marka dotycząca eksploracji nowych miejsc. Tata Michała, Dariusz Czuber powiedział o nim: "To był taki harpagan, który wszędzie wejdzie i złowi tą troć."
„Wszędzie tam, gdzie nie można było wejść, gdzie nie można było dojść, to mnie tam ciągnęło. Wizja miejscówki, gdzie jeszcze nikt nie wpuścił przynęty, kusiła.”
To jest prawdziwy duch wędkarza-odkrywcy. Większość z nas łowi w miejscach renomowanych, na wydeptanych ścieżkach. Marek szukał miejsc, gdzie nikt jeszcze nie był. Czasami wracał z kwitkiem, ale czasami łowił jedyne ryby w okolicy.
Z naszego doświadczenia wiemy, że to prawda. Najlepsze połowy to te z miejsc, o których nikt nie wie. A ILE SATYSFAKCJI Z TAKIEJ RYBY Z TAKIEGO SPOTU! My uwielbialiśmy od początku odkrywać nieznane, o czym świadczy, że pierwszy nasz film to właśnie „Forgotten Predators” Odsyłamy Was do niego, bo to jest dokładnie o tym. Ale trzeba mieć odwagę, żeby zostawić sprawdzone łowiska i iść w nieznane. Marek miał tę odwagę przez całą karierę i ma nadal!
Zdjęcie z naszej pierwszej wyprawy spod znaku WFS - "Forgotten Predators"
Przyszłość wędkarstwa rzecznego
Naszym zdaniem rozmowa z Markiem to ważny głos w dyskusji o przyszłości polskiego wędkarstwa. Człowiek, który widział najlepsze czasy naszych rzek, dziś mówi wprost - jest źle.

Ale nie poddaje się. Wraca do spinningu, uczy się nowych metod, szuka rozwiązań. Pychówka, barka i plan na 150dni w roku na rzece? Pokażcie nam drugiego takiego pasjonata życia na Wiśle! Trolling rzeczny przeniósł na morze i to z bardzo dużymi sukcesami. Łososie to druga „choroba” Marka. Sprawdźcie jego ofertę i jedźcie na ryby. Napewno będziecie mieli okazję porozmawiać sobie z Nim w wędkarskiej atmosferze!\

W wieku, w którym inni już tylko wspominają stare czasy, Marek wciąż się rozwija, pisze książki, spędza nad wodą każdą wolną chwilę.
To lekcja dla nas wszystkich. Nie można żyć tylko wspomnieniami. Trzeba się adaptować do nowych warunków, szukać nowych metod, nie poddawać się. Rzeki się zmieniły, ale wciąż można na nich łowić. Tylko trzeba umieć czytać te zmiany i wyciągać wnioski. Tutaj z dużym szokiem przyszło nam wysłuchać Marka zdania o metodzie połowu na live’a. On z tego prawie w ogóle nie korzysta! I co? Łowi bardzo dobre ryby! Według nas to po prostu kwestia jego olbrzymiego doświadczenia. W dzisiejszych czasach ludzie, którzy zaczną swoją wędkarską przygodę z panoptixem czy innym podglądem na ekranie tego co pod wodą, po odłączeniu zasilania mogą wracać do domu. Nie róbcie sobie tego, bo tracicie to co najlepsze w wędkarstwie. A na dodatek poznacie co to znaczy uzależnienie…
Może nie złowimy już tych spektakularnych sumów z lat 90., ale ważne, żeby nie stracić tej pasji i ciekawości, którą reprezentuje Marek. I to chyba najważniejsze przesłanie z tej rozmowy.

Zostawiamy link do kupna Marka książki, bo jest to zdecydowanie pozycja obowiązkowa!
https://sklep.szymanskiwedkarstwo.pl/
FAQ
Dlaczego trolling sumowy przestaje działać?
Ryby nauczyły się bać łodzi przez presję wędkarską. Dodatkowo brak ryb drobnych oznacza, że sumy nie żerują już tak aktywnie jak kiedyś.
Co się stało z ukleją na Wiśle?
Prawdopodobnie główną przyczyną jest brak wiosennych wylewów - ukleja potrzebuje zalanych zarośli do tarła. Regulacja rzek sprawia, że takich miejsc już nie ma. Wody Polskie mamy nadzieję, że to czytacie!
Czy spinning to przyszłość wędkarstwa sumowego?
Według Marka Szymańskiego tak. Spinning pozwala unikać płynięcia łódką nad rybami, co w obecnych warunkach daje większe szanse na sukces.
Jak zmieniła się Wisła przez ostatnie 30 lat?
Dramatycznie zmniejszyła się liczba ryb drobnych, zwłaszcza uklei. Nocą rzeka jest praktycznie martwa, podczas gdy kiedyś tętniła życiem. Czyli wszystko jak już wspomnieliśmy nie raz, zależy od małych rybek! Tyle w temacie!
Źródła
- Wild Fish Stories Podcast, odcinek z Markiem Szymańskim
Szacunek dla Pana Marka
Zostaw komentarz