Pilchowice. 23,5 tony martwych ryb
"Jeżeli ktoś by, za przeproszeniem, nasrał do mojego biznesu, to trochę bym się tym zdenerwował." To zdanie padło u nas na nagraniu i dobrze oddaje, w jakim byliśmy stanie nagrywając ten odcinek NEWS'ów dla Was.
Bo woda z zapory w Pilchowicach została spuszczona. Martwe ryby były wszędzie. Strzeble tłoczyły się przy strumyczku, żeby złapać resztkę tlenu. A instytucji, która by za tą rzekę stanęła zwyczajnie nie ma. W tym kraju historie lubią się powtarzać...
Spółka Tauron miała obowiązek przerwania zrzutu wody na zaporze w Pilchowicach jeśli gęstość zawiesiny w spuszczanej przez nich wodzie przekroczy 80mg/l. Jak sprawdzono, gęstość zawiesiny 1 lipca 2026 przekroczyła 10000mg/l. Powiedzmy sobie szczerze, zamieniliście rzekę Bóbr w ściek z osadów ze zbiornika Pilchowickiego. Ciężko, żeby cokolwiek przeżyło w takiej wodzie skoro nawet ludziom zabroniono się do niej zbliżać. 
Nagrywaliśmy ten odcinek w piątek 3.01.2026 ale rozmowa była o czymś większym niż jedna zapora. O tym, dlaczego w Polsce katastrofa ekologiczna zawsze kończy się tak samo: nikt nie odpowiada, temat idzie pod dywan, prosimy się rozejść, idziemy dalej.
Rozłożyliśmy to na kawałki. Od Pilchowic, przez Siarzewo, po Francję, gdzie zburzyli dwie tamy, nikt nie ucierpiał, poradzono sobie z namuliskami, a życie w rzece wróciło szybciej niż zakładano.
Zapora Pilchowice: "Nie mogli poczekać tydzień?"
Woda w Pilchowicach spuszczona. Ryby giną. Natlenienie na początku tygodnia: 0,02 mg na litr. Dziś (03.07.2026) około 5.
Przed podcastem wróciliśmy do naszej starej rozmowy z Igorem Glindą, naszym serdecznym przyjacielem, wędkarzem, ale przede wszystkim, mieszkańcem - sąsiadem tej zapory. Nagrywaliśmy to chyba w marcu. I jesteśmy w szoku. Igor powiedział wtedy dokładnie to, co się stało. Jeden do jednego. O osadach dennych. O substancjach nagromadzonych przez lata. O kulminacyjnym momencie - niżówce i wysokiej temperaturze. Domyślamy się, że nie słuchają nas ludzie decyzyjni, chociaż może wtedy ktoś by zrozumiał, że popełnia błąd, jednak skoro przewidział to zwykły mieszkaniec tamtych rejonów to kto siedzi na tych stołkach?!
Michał: "Jeżeli osoba bez kompetencji inżynieryjnej jest w stanie to przewidzieć, to dlaczego to się wydarzyło?"

W kulminacyjnym momencie spuszczania wody ze zbiornika było tam 40 stopni. Tydzień później 25. Piętnaście stopni różnicy. Nie mogli poczekać tydzień? Tempo spuszczania było znane od początku - więc wiadomo było, że skończy się latem. W najgorszym momencie.
Widzieliśmy nagrania i zdjęcia odłowów ratunkowych, które Tauron zlecił dwóm panom na łódce wiosłowej. Ryba wypływa, ląduje na łódce, na wiosłach jedzie do brzegu. Oczywiście, że remont zapory to priorytet, bezpieczeństwo ludzi jest najważniejsze, to nie ulega wątpliwości. Jednak skala zniszczeń środowiskowych to jakiś cyrk. To co się wydarzyło można nazwać egzekucją. Rzeka Bóbr przestałą istnieć jako ekosystem.
Czy jest ktoś kto reprezentuje rzekę? Gdzie Wody Polskie? Gdzie PZW?
Obserwowaliśmy działania PZW i to co robi Koło PZW Grodzkie Jelenia Góra, to chyba jedyne światełko w tym ciemnym tunelu. Panowie dbali, monitorowali i robili wszystko co możliwe, żeby Rzekę Bóbr ochronić. Ich działania to przykład jak powinno wyglądać monitorowanie i informowanie społeczności o stanie rzeczy. Brawo!
"Dlaczego ktoś mi psuje moją wodę?"
Jednak! Wchodzimy na pzw.pl. Zakładka aktualności. I czytamy o zjazdach delegatów. WTF!?
To woda skarbu państwa. Wody Polskie wydzierżawiły ją Polskiemu Związkowi Wędkarskiemu. PZW czerpie korzyści, wędkarz kupuje pozwolenie, okręg zarabia. Więc logika jest prosta.
Michał: "Jeżeli ktoś by nasrał do mojego biznesu, poszedłbym wyżej i powiedział: halo, co tu się dzieje?"

A na stronie PZW? Posiedzenie zespołu ds. śródlądowej gospodarki rybackiej. Pierwsze posiedzenie zarządu w nowej kadencji. 33. zjazd delegatów zakończony. Między tym przeplatane teksty o cumowaniu w trzcinach i niszczeniu strefy buforowej. Gdzie jest choć jedna wzmianka o Pilchowicach? O tragedii w ich własnym okręgu?
Wciąż powtarzamy, że polskiemu wędkarstwu brakuje jednej osoby, kogoś, kto powie: melduj wszystko do mnie, ja z tym idę wyżej. Nie ma takiej osoby. Jesteśmy członkami związku, wędkarzami, którzy są pozostawieni sami sobie. Tylko opłacajcie składki co roku.
Woda i Ryby, czyli gdzie zjeść rybkę
Serock. Festiwal Woda i Ryby, organizowany przez PZW Okręg Mazowiecki. Baner: "Zostań rybakiem śródlądowym".
I tu nas zatkało. Bo jedna organizacja nie może jednocześnie promować świadomego wędkarstwa i szukać techników rybactwa do odłowów sieciowych. Oczywiście wiemy, że "technik rybactwa śródlądowego" to nie tylko człowiek od stawiania siat na jeziorach, jednak to się kłóci na poziomie fundamentu. Ustawa o rybactwie śródlądowym wrzuca wszystko do jednego worka. Oby, to kiedyś było do zmiany, bo ta ustawa jest już na swój sposób archaiczna.
Projekt „Woda i Ryby” otrzymał około 4,7 mln zł z Europejskiego Funduszu Morskiego, Rybackiego i Akwakultury. Jego celem jest promocja polskich produktów rybnych, a jednym z efektów projektu jest portal „Tu na Rybę” - przewodnik po restauracjach, punktach sprzedaży i miejscach prowadzących odłowy rybackie.
Samo promowanie polskich ryb nie jest problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy robi to Polski Związek Wędkarski - organizacja, która z założenia powinna reprezentować wędkarzy, chronić zasoby ryb i dbać o kondycję użytkowanych przez siebie wód. Trudno nie dostrzec sprzeczności, gdy związek wędkarski jednocześnie promuje rybołówstwo i zwiększanie popytu na ryby pochodzące z odłowów.
PZW powinno przede wszystkim dbać o to, żeby ryby pozostawały w wodzie, a nie pomagać w promocji miejsc, w których można je kupić po odłowie.
A do tego korowód... Przeszedł ulicami Serocka od stadionu po rynek. Ludzie, to nie jest sposób, żeby zachęcić młodych do wędkarstwa. Proponujemy zatrudnić nową agencję od PR.
Jesteśmy przekonani: dziś więcej dla młodego wędkarstwa robią influencerzy niż korowody. Ze wszystkimi plusami i minusami.
Siarzewo. Sąd powiedział nie. I co z tego?
Warszawa, 19 czerwca. Wojewódzki Sąd Administracyjny oddala skargę Wód Polskich na odmowę zgody środowiskowej dla stopnia wodnego w Siarzewie. Brawo, koniec tematu.
A jednak! Powołano parlamentarny zespół ds. kaskadyzacji Dolnej Wisły. Trwają prace nad specustawą, która ma pozwolić zbudować stopień wbrew wyrokom i decyzjom środowiskowym. Pomysł: ograniczyć czas rozstrzygnięcia sądu do maksymalnie 30 dni od przekazania akt.
Jak to podsumował doktor Marek Elas - polityczna wydmuszka nastawiona na przepalanie publicznych pieniędzy. Argument za? Że popłyną statki.
To przejdźmy do statków. Wody Polskie dostały ok. 424,6 mln zł unijnego dofinansowania na stopień Ujście Nysy na Odrze. Całość — 538 mln. Cel: zwiększenie transportu towarowego drogą wodną. Tylko, że żegluga śródlądowa w Polsce to według Eurostatu poniżej 0,1% pracy przewozowej. Jedna z najniższych w Unii.
Same Wody Polskie przyznają, że te projekty nie podnoszą klasy drogi wodnej. To nie skok jakościowy, tylko kosztowne podtrzymywanie sprawności odcinka. Pół miliarda złotych. Po co? Czy naprawdę nie mamy na co wydać takich pieniędzy?
Państwo z kartonu. Odrę zabito, nikt nie odpowiedział. Dzierżno zabito i z tego co wiemy dalej jest trute. Rzeka bóbr - witamy w zestawieniu.
Francja zburzyła tamy. Wróciły łososie
Rzeka Selune, Francja. Usunięto dwie zapory - Vezins (36 m) i La Roche (16 m). Prawie 100 lat każda.
I wróciło życie. Łosoś, węgorz, minóg. Rzeka odzyskała blisko 100 km ciągłości. Projekt śledzi około 100 naukowców i 20 laboratoriów do 2027 roku. Mieszkańcy bronili jeziornego krajobrazu, do którego przywykli przez stulecie ale nikt nie ucierpiał. Rzeka płynie swobodnie, wszyscy widzą poprawę.
Naszym zdaniem stara tama nie musi być świętością. Jeśli przestaje mieć sens, jej usunięcie daje rzece więcej niż kolejne lata łatania betonu. Hiszpania i Szwecja są liderami usuwania tam.
Najważniejszy problem to fragmentacja rzek: zapory i progi blokują migrację ryb, zatrzymują rumowisko, zmieniają przepływy, temperaturę i natlenienie wody oraz odcinają rzekę od terenów zalewowych. Dlatego polityka UE zakłada przywrócenie do 2030 roku co najmniej 25 tys. km rzek swobodnie płynących, głównie przez usuwanie niepotrzebnych i przestarzałych barier oraz odbudowę mokradeł i dolin rzecznych.
Susza i zmiany klimatu są dziś bardzo ważnym argumentem dodatkowym. Zbiornik nie zawsze oznacza, że w krajobrazie pozostaje więcej dostępnej wody. Woda paruje z jego powierzchni, przepływy poniżej zapory mogą być ograniczane, a zatrzymanie osadów może prowadzić do pogłębiania koryta i obniżania poziomu wód gruntowych. Zdrowa dolina rzeczna, mokradła i tereny zalewowe magazynują wodę w gruncie jak naturalna gąbka, pomagając zarówno podczas suszy, jak i powodzi.
Kluczowe jest jednak to, że Europa nie usuwa wszystkich zapór. Najczęściej rozbierane są małe progi, jazy i stare zapory, które nie produkują energii, nie zapewniają wody pitnej, nie chronią skutecznie przed powodzią, a ich remont kosztowałby więcej niż likwidacja. Duże, działające obiekty są oceniane indywidualnie.
A w Polsce? Rzeka Sanka pod Krakowem. Sześć progów mniej! Panowie za 50 tys. zł wysypali 100 ton żwiru i 100 ton kamienia wapiennego poniżej progu. Zrobili rampę. Wyrównali koryto. Ryby płyną w górę. Retencja została, migracja odblokowana. Da się?
Do tego dwa nowe rezerwaty w województwie świętokrzyskim: Burcie-Koty i Szynkarka oraz powiększone Białe Ługi, teraz największy rezerwat w regionie. To działa. Tylko trzeba chcieć.
FAQ
Co dokładnie stało się w Pilchowicach?
Tauron spuszcza wodę z zapory w ramach remontu związanego z bezpieczeństwem powodziowym. Efekt: odsłonięte osady denne, spadek tlenu do 0,02 mg/l i śnięcie ryb. TVN24 informował o co najmniej 11 tonach martwych ryb w pierwszej fazie.
Czy ktoś przewidział tę katastrofę?
Tak. Igor Glinda, mieszkaniec okolicy, opisał scenariusz pół roku wcześniej w rozmowie z nami - osady, niżówka, wysoka temperatura, kulminacja latem. Wszystko sprawdziło się jeden do jednego.
Dlaczego żegluga na Odrze budzi wątpliwości?
Bo żegluga śródlądowa w Polsce to poniżej 0,1% pracy przewozowej. Wydawanie ponad pół miliarda złotych na odcinek obsługujący tak mały ruch, który jak przyznają Wody Polskie nie podniesie klasy drogi wodnej, trudno uzasadnić.
Jak można udrożnić rzekę bez burzenia progu?
Przykład Sanki: wysypanie żwiru i kamienia poniżej progu tworzy rampę wyrównującą koryto. Ryby migrują w górę, a retencja pozostaje. Koszt około 50 tys. zł.
Źródła
- Wild Fish Stories Podcast, odcinek newsowy
- TVN24 - informacje o śnięciu ryb w Pilchowicach
- Eurostat - dane o żegludze śródlądowej
- Wcześniejszy odcinek z telefonem do Igora Glindy
Podsumowanie
Nagrywaliśmy ten odcinek na luzie, ale zdenerwowaliśmy się na początku i tak już poszło. Bo trudno nie być złym, gdy widzisz ryby walczące o tlen w strumyczku, a instytucja, która dzierżawi tę wodę, publikuje relacje z korowodu.
Naszym zdaniem problem jest systemowy. Brakuje jednego człowieka, jednej instytucji, która stanie za wodami i pójdzie wyżej. Zamiast tego mamy specustawy obchodzące wyroki sądów, pół miliarda na żeglugę, której prawie nie ma i katastrofy zamiatane pod dywan.
Ale są też jasne punkty. Sanka za 50 tys. Nowe rezerwaty. Francja, która zburzyła tamy i doczekała się w pełni funkcjonującego ekosystemu, razem z powrotem ryb łososiowatych do rzeki. To pokazuje, że da się inaczej.
Zostaw komentarz